Wyklęci
Czerwienią słońce zachodzi,
idą, idą w samotności.
Garstka wiernych
w bólach rodzi
z marzeniami, łzami…
Jeszcze biegną, jeszcze wolni,
ale już przeklęci.
A za nimi jesień płacze
i gdzieś w sercu żal kołacze.
Pod brzozowym śpią dziś krzyżem.
Szli lasami, szli polami
i z nadzieją, ciągle sami.

